Tak na poczatek....
Gdy bylam mala dziewczynka widzialam ludzi "w kolorach", a swiat czasem zasypywal mnie nadmiarem wrazen...... Zaslanialam wtedy otwarte oczy dlonmi z rozstawionymi palcami i patrzylam "przez palce".... Widziany w ten sposob swiat wydawal sie prostszy, bardziej zrozumialy i mniej niebezpieczny. Przez palce widac bylo tylko fragmenty calosci:))))
Obudziam sie wczoraj "brzydka wewnetrznie"....
Rzadko zdarzaja mi sie takie "chanderki", ale kiedy sie juz przytrafia - to jakos ciezko sie ich pozbyc:))))
Szczesliwy los sprawil jednak, ze zadzwonil do mnie Ewitek - "przyjaciolka od pieluch", mieszkajaca obecnie daleko, za Duza Woda.
"Co sie dzieje?" - spytala, zaalarmowana prawdopodobnie brzmieniem mego glosu
"Chandra - po prostu jesienna chandra" - odpowiedzialam, i zasypalam ja, jakze nietypowym dla mnie stekiem narzekan i zali.
Wysluchiwala tego wszystkiego jakies 10 minut w absolutnym milczeniu, nie wydajac z siebie nawet normalnych w takich sytuacjach odglosow jak "hm", "aha", "oh" - potwierdzajacych, ze ten ktos po drugiej stronie lacza jest jeszcze obecny.
"JO!" - wrzasnela nagle - "przeciez ty sie w tej chwili PO PROSTU nad soba roztkliwiasz!"
Zamarlam, zglupialam i oniemialam....... W koncu od czego sa "przyjaciolki od pieluch", jesli nie od tego, aby im sie wyzalic?
"Popatrz na to przez palce" - rzucila moja przyjaciolka w narastajaca w sluchawce cisze:))))
Wiec patrze.... i mam nadzieje, ze pomoze mi to w uladzeniu zbyt wielkiego czasami natloku wrazen i mysli.....
I dziekuje memu losowi, ze mam PRZYJACIOLKI. Nie takie, ktore sie nade mna uzala, powiedza "ach ty biedulko", "no, rzeczywiscie kiepsko", "ojejej".....
Tylko wlasnie takie, ktore mi przerywaja i sprowadzaja na ziemie, ktore, kiedy trzeba potrafia wymierzyc mi "kopa w tylek"...
Ktore, gdy zdarza sie NAPRAWDE klopoty, zastanawiaja sie na konkretnymi mozliwosciami pomocy.
Ktore czasem rozdzielaja "wlos na czworo", czasem krytykuja mnie w sposob nie do zniesienia, czasem wrzezcza na mnie, a czasem mnie wysmiewaja....
ALE zawsze sa..... Nie zawsze mile, wygodne i "przytulne"..... Ale wierne, szczere "az do bolu", gotowe do wysluchania mnie o czasem najbardziej niemozliwych porach...... gotowe do placzu wraz ze mna, do smiechu, do zlapania mie za leb i obrony przed sama soba.....
*********************************************************************
Patrze wiec "przez palce" - i znow wierze, ze jestem "dzieckiem szczescia":))))